Patynowanie:
to moment kiedy po wytrawieniu w kwasie siarkowym i po zanurzeniu w roztworze patyny utrwalam patynę w ogniu palnika. Pięknie! Tu patynuję kwiatki na pierścionki, które leżą na broszkach. Lubię ten moment! Cała powierzchnia metalu robi się idealnie czarna od "wątroby siarczanej" ( to mój ukochany rodzaj patyny, sama go przygotowuję, strasznie śmierdzi zgniłymi jajami ale nic tak nie " czerni" na aksamit jak ona! a potem najgorsza część "roboty" polerowanie... najbrudniejszy moment, którego nie można ominąć.... ale efekty są zaskakująco piękne ale o tym innym razem....
ależ mi sie ta fotka podoba. :)
OdpowiedzUsuńA to bardzo się cieszę! Dobrze, że fotka nie ma zapachowych efektów bo by po prostu zbyt intensywnie wydzielała nieprzyjemny zapach! (śmierdziałaby ).....
OdpowiedzUsuńtak, piękne zdjęcie artystyczne:)
OdpowiedzUsuńa co do mojego drzewka, tak, trochę dodałam koloru i kontrastu.
lubię takie przerysowane kolory.
a u Ciebie zapowiada się ciekawy blog:)
pozdrawiam,
już ja czułam ten smrodek.
OdpowiedzUsuńcałe szczęście że tego akurat zdjęcia nie oddają. ;>